Słowo na niedzielę: śmieciarz
Mali chłopcy marzą (a przynajmniej za moich czasów marzyli) o tym, by jak dorosną stać się policjantami, żołnierzami, strażakami, pilotami. Jedni śnią o wielkiej piłkarskiej karierze, inni o zawodzie lekarza. Natomiast mały Krzysiu zawsze chciał zostać… śmieciarzem. Jak się okazuje, to jedna z dwóch rzeczy (ta druga to imię), która łączy mnie z Krzysztofem Ibiszem.
Ale po kolei.
Kiedy byłem jeszcze małym kasztanem (a choć trudno w to uwierzyć, małym kasztanem kiedyś rzeczywiście byłem!), niesamowicie fascynowałem się śmieciarkami, śmieciarzami i ich pracą (wtedy wykonywali ją głównie cyganie… wróć… romowie, co w mych ocz(k)ach dodawało temu fachowi dodatkowej nutki tajemniczości!). Uwielbiałem obserwować jak podjeżdżają pod nasz dom, zgrabnie zeskakują z auta, jeszcze zgrabniej porywają ciężki przecież pojemnik na śmieci i -- z pomocą skomplikowanej maszynerii (Transformers?!) -- wysypują jego zawartość do groźnie burczącego, wielkiego młynka, który następnie wszystko mieli (czytaj widać najpierw mój stary sweterek i pudełko po klockach, zaraz potem mnóstwo obierek po ziemniakach i to, co zostało z paprotki wyrzuconej przez sąsiadkę).
Pamiętam, że to co mnie zawsze najbardziej w tym zawodzie “kręciło”, to fakt iż panowie śmieciarze podczas jazdy nie siedzą w kabinie (tam był tylko gruby, prezentujący swój opalony tors i zazwyczaj czytający gazetę lub jedzący suchą bułkę kierowca), ale jadą z tyłu wozu, na specjalnie ku temu przygotowanych schodkach! Full wypas!!!
/zwrotu full wypas w latach 80-tych XX wieku nie było. Używaliśmy wówczas prawdopodobnie określenia osz ty, Karol!/
Jak się kiedyś okazało (czytaj wspaniała gazeta “Fakt” napisała, a jeszcze wspanialszy serwis plotek.pl, to nagłośnił), prezenter telewizyjny Krzysztof Ibisz, również przyznał, że w dzieciństwie chciał być śmieciarzem! W rozmowie z dziennikarzem dziennikarzyną gazety, która z faktami zazwyczaj niewiele ma wspólnego, wspomniał podobno, że -- cytuję -- “imponowali mu panowie jeżdżący na tyle śmieciarki”.
Mówię Wam, coś w tym jest!

Moi rodzice nie zwracali zbytniej uwagi na pasję syna, podczas gdy dziadek z babcią byli przerażeni “ambicjami” ich wnuczka…
Kiedyś podczas spaceru z dziadkiem, kiedy to na widok przejeżdżającej nieopodal śmieciarki dostałem niemalże ekstazy /kolejne nie znane mi wtedy słowo, powiedzmy zatem, że po prostu zfisiowałem/ dziadziuś zabrał się do “rozmowy wychowawczej”. Zabrał się, ale niestety ze złej strony…
Mimo jego jak najlepszych intencji, brak dostatecznej praktyki pedagogicznej w połączeniu z nieznajomością toku myślenia małego brzdąca sprawiły, że zaczął od najgorszego zdania, od jakiego tylko mógł zacząć! “Eee tam, żeby być śmieciarzem, to nawet się uczyć nie trzeba!” -- powiedział. Jak łatwo się domyślić, zamiast odpowiednio mnie zmotywować i wybić mi ten pomysł z głowy, jeszcze bardziej zachęcił mnie do poświęcenia mej przyszłości służbie ludzkości na schodkach pomarańczowej śmieciarki… Tym bardziej, że przecież stwierdzenie to padło z ust jednego z moich ówczesnych autorytetów (poza dziadkiem, rodzicami, i babcią zaliczały się do nich jeszcze tylko panie z przedszkola, pani ze sklepu mięsnego, Pankracy oraz ekipa z programu “Tik-Tak”: Pan Tik-Tak, Ciotka Klotka, Profesor Ciekawski i Zając Poziomka).
Od czasu tamtego spaceru minęło już ponad 20 lat. Mały Duży już Krzysiu nie tylko nie został śmieciarzem, ale i poświęcił nawet zadziwiająco sporo swych najlepszych lat -- lat młodzieńczych na naukę. Lista jego autorytetów z biegiem czasu także uległa poważnym zmianom (Pana Tik-Taka niedługo potem zastąpił Rambo, a Ciotkę Klotkę w krótkim czasie… Pamela Anderson), ale fascynacja pracą śmieciarzy pozostała. I nadal najbardziej podoba mi się to, że ci dzielni fighterzy z brudem i odpadkami jeżdżą nie w kabinie obok kierowcy, a z tyłu wozu…
A w Niemczech to na śmieciarkę (w końcu auto, to auto!) można nawet poderwać babeczkę. No, prawie poderwać…
To już trzeci po rozważaniach na temat segregacji odpadów oraz prowokacyjnych działaniach Greenpeace w Czechach wpis, mający coś wspólnego ze śmieciami w przeciągu ostatnich tygodni . Chyba ze mną coś nie tak…
Miłego wieczoru!
Krzychu



Zamów Newsletter!
Zaproponuj artykuł



23 marca 2009 o 18:09
Z tego co pamiętam, jak jeszcze przed 2000 rokiem kupowałem miesięcznik “Mega Sport”, to Mariusz Śrutwa w wywiadzie powiedział, że jak był mały, to też chciał byś śmieciarzem. Pamiętam, bo to w tamtym czasie był mój ulubiony piłkarz. :)
23 marca 2009 o 23:42
Nie wiedziałem o tym… :) Śrutwę i ja bardzo szanowałem. A jako fan Legii żałuję, że nie potrafił się odnaleźć na Łazienkowskiej.
24 marca 2009 o 14:08
tak a propos młodzieńczych lat: http://www.youtube.com/watch?v=z95jFK6UxW4 miłego oglądania życzę :)
27 marca 2009 o 23:56
racja, jakaś magia w tych śmieciarkach jest! :) ostatnio usłyszałam znajome poruszenie przed blokiem. Wyjrzałam przez okno, i moje oblicze przybrało bananowy uśmiech: przed śmietnikiem usadowiła się wielka, pomarańczowa śmieciarka, z wymalowanymi na niej uśmiechniętymi owocami i wielkim, czarnym napisem: TRANS – FORMERS :D pozdrawiam!