Bierzmy przykład, albo Czesi i Czeszki in plus
W lutym powstał na mym blogu wpis o cechach i zwyczajach Czechów, których nie rozumiem, i do których najtrudniej jest mi się przyzwyczaić. Kończąc tamten post obiecałem, iż wkrótce stworzę podobne zestawienie, ale tym razem napiszę o tym, czego moglibyśmy się od nich uczyć. Niniejszym spełniam ów obietnicę!
Tamten post pt. “Kłopoty z przyzwyczajeniem, albo Czesi i Czeszki in minus” znajdziecie tutaj.
Pisałem wówczas – co i teraz powtórzę – że żyję w Czechach na tyle długo, że poczyniłem już dziesiątki cennych obserwacji na temat różnych aspektów życia naszych południowych sąsiadów. Są pod moim czujnym okiem nieustannie: w pracy, w barze, na stadionie, w autobusie, tramwaju, pociągu… Czas więc na przedstawienie kolejnych wyników mych obserwacji.
Paradoksalnie dzisiejszy post zacznę tak samo, tj. tym samym argumentem, którym skończyłem tamten wpis:
1. Czesi zabierają psy do barów, pubów, restauracji, sklepów i… ogrodów zoologicznych. A jak taki piesek zrobi kupencję na ulicy, skwerku czy w parku, to szybciutko po nim sprzątają!
Pies jako najlepszy podobno przyjaciel człowieka, ma w Czechach całkiem inne prawa niż w Polsce. Z drugiej jednak strony, trzeba przyznać, że i jego właściciele znacznie bardziej przestrzegają swoich obowiązków… Ale przejdźmy do konkretów!
Chcesz zabrać ze sobą swojego pupila do baru czy pubu, w którym spędzasz wieczorem tyle czasu? Nie ma problemu. Chciałbyś aby pies towarzyszył Tobie i Twojej rodzinie podczas niedzielnego obiadu w restauracji? Nie ma problemu. Chcesz się przejść ze swoim czworonogiem podczas długiego sobotniego spaceru po ogrodzie zoologicznym? Nie ma problemu.
Dlaczego jest to możliwe? Także dlatego, że tu właściciele zwierząt czują się za nie bardziej odpowiedzialni niż w Polsce. Przykład? Proszę bardzo! Nie tak dawno w jednym z komentarzy do postu “Sprzątnij po swoim psie!” na blogu Wujka Dobra Rada pisałem:
Od trzech lat mieszkam w Czechach i musze przyznać, że “tubylcy” imponują mi swoim podejściem do sprzątania po swoich zwierzakach! Moglibyśmy się od nich uczyć, gdyż (nie ważne, czy w Pradze, Brnie czy innym wiekszym mieście, czy też przeciwnie – w małej miejscowości) oni uważają posprzątanie kupy po psie za coś NORMALNEGO, OCZYWISTEGO, po prostu za swój OBOWIĄZEK!!
Wielokrotnie byłem świadkiem sytuacji, kiedy ktoś wieczorem wyprowadzał psa do parku czy na jakiś skwer w centrum miasta. Ciemno, mało ludzi, nikt nawet nie zauważyłby, że piesek postawił klocka… A mimo to, jego Pan(i) już ma w rękach przygotowaną papierową torebkę i specjalną łopatkę, żeby po nim posprzątać… Inna sprawa, że te akcesoria (…) są dostępne bezpłatnie niemalże na każdym rogu (zazwyczaj przymocowane do tego samego słupka, do którego przymocowany jest kosz na śmieci).
2. Piwo to dla nich napój święty, którego nie bezczeszczą!
Nie istnieją tu (jakże popularne u nas!) wynalazki typu piwo z sokiem czy grzane piwo. Spróbujcie je kiedyś, będąc w czeskiej knajpie zamówić. Barman, kelner lub kelnerka zwyczajnie parskną śmiechem albo popukają się w głowę (lub też i jedno i drugie). Spróbujcie też, siedząc w towarzystwie miejscowych, przelać końcówkę/resztkę piwa z jednego kufelka do drugiego (niemal pełnego). Dosłownie zabiją was wzrokiem! A przecież w polskich knajpach to taki częsty obrazek…
W przeciwieństwie do RP, tutaj nikt nie pieprzy o “wychowaniu w trzeźwości”. Nie istnieje zakaz reklamowania alkoholu w telewizji czy na imprezach sportowych, nie istnieje zakaz sprzedaży alkoholu podczas imprez masowych a grzane wino (w plastykowych kubeczkach jak oranżada) można bez problemu kupić na stoiskach na ulicach, placach, rynkach… W niektórych programach telewizyjnych typu talk-show zaproszeni goście piją nie wodę czy sok, a piwo właśnie… Zresztą piwo do obiadu pijają tu często (wraz z rodzicami) już nastoletnie dzieci… Także podczas przerwy na obiad w miejscowych firmach kufel piwa nie jest zakazany… A czy ludzi pod wpływem alkoholu jest tu więcej niż w Polsce? Wręcz przeciwnie!
W Pradze jest przecież kilkakrotnie więcej barów i pubów niż np. w Warszawie czy Wrocławiu, siedzi w nich kilkakrotnie więcej klientów a pijanych na ulicach wcale nie jest kilkakrotnie więcej niż u nas…
Ale nie od dziś wiadomo, że w Polsce kultura picia (a nie chodzi tylko o piwo) to pojęcie obce. Nigdy jej nie było, nie ma i pewnie jeszcze długo nie będzie…
3. Uprawiają sport. Chętnie, często i w każdym wieku!
Pod tym względem rzeczywiście przewyższają nas – leniwych Polaków. Piłka nożna, hokej, florbal (u nas to zdaje się unihokej), tenis, squash, pływanie, rowery górskie, aerobik a w zimie narciarstwo – to tylko te najpopularniejsze dyscypliny, które uprawiają. Regularnie, przynajmniej raz lub dwa razy w tygodniu. Niezależnie od wieku, niezależnie od wykonywanego zawodu. I właśnie ta “masowość” jest tu główną różnicą w porównaniu do naszego kraju!
4. Nie są kombinatorami!
Polak kombinuje jak może. Tu zachachmęci, tam oszuka, jeszcze gdzie indziej wykorzysta znajomości i koneksje. W pracy, w szkole, na uczelni, w sklepie, w urzędzie… (wiem, bo sam do kombinatorów należę!)
Nie chcę nikomu wmawiać, że Czesi są pod tym względem ideałem, że są czyści. Chodzi mi jedynie o to, że dzięki temu, iż podchodzą do życia inaczej niż my, kombinatorstwo ma tu o wiele mniejszą skalę i nie jest tak “perfidne”, jak w Polsce.
A bardzo popularne u nas hasło “Czy się stoi, czy sie leży, 10 złotych się należy” tu ma zastosowanie chyba tylko u pracowników mających korzenie w Rumunii. :)
5. Są znacznie bardziej optymistycznie nastawieni do życia niż Polacy i znacznie rzadziej rozmawiają o pieniądzach!
A przez to inne podejście do życia, rozumiałem w poprzednim punkcie także optymizm. I to nie taki sztuczny, wyuczony jak w przypadku Amerykanów (u nich na pytanie: - How are you? odpowiedź zawsze będzie taka sama, choćby się waliło i paliło: - Thanks, I’m fine/excellent/very good!). Osoby, które są tutaj dłużej mogą tego nie zauważać, ale np. Polacy i Polki, którzy odwiedzają w Pradze mnie, znajomych, czy znajomych moich znajomych, a są tutaj po raz pierwszy lub drugi w życiu, szybko zwracają na to uwagę.
No i Czesi nie gadają… wróć… nie pierdolą (bo to już dawno nie jest gadanie, to już jest rzeczywiście pierdolenie!) ciagle o kasie tak jak Polacy. A przecież poziom życia i zarobków jest tu niemal identyczny jak w kraju nad Wisłą.
6. Udowadniają, że da się żyć bez instytucji zwanej Kościołem katolickim!
Hm, nie mogłem się powstrzymać…
Choć jest to temat raczej na osobny post, który – znając moją niechęć do wyżej wymienionej “sekty” – w niedalekiej przyszłości na pewno napiszę, to nie zmienia to faktu, iż punkt nr 6 uważam za wielki plus czeskiego społeczeństwa. Żeby było jasne: nie chcę obrazić niczyich poglądów religijnych! Sam jestem osobą wierzącą, ale do (szeroko pojętych) rozmów z Bogiem Kościół nie jest mi w żaden sposób potrzebny. A tym bardziej dzisiejszy Kościół, jakże zacofany, splamiony pieniędzmi i daleki od zacnych idei, dla których został stworzony.
Pod tym względem Czechy są więc dla mnie idealnym miejscem do życia. Tu “faceci w sukienkach” nie wpierdzielają się do polityki i prywatnych spraw każdego obywatela, takich jak antykoncepcja, seks przedmałżeński, aborcja czy eutanazja. Oczywiście, że by chcieli, oczywiście, że są przeciwko, oczywiście, że to się im nie podoba, ale… na szczęście mają w tych kwestiach gówno niewiele do powiedzenia!
Tu Kościół nie ma kiludziesięciu stacji radiowych, gazet i czasopism oraz kanału telewizji, którym rządzi zakompleksiony ksiądz-rasista. Tu emeryci nie podejmują decyzji o tym, na kogo zagłosować w najbliższych wyborach na podstawie sraczek z tego typu mediów, atakujących ich mózgi (bo właśnie już w takich kategoriach należy dziś mówić o wpływie Radia Maryja na moją i Wasze babcie! ;p). Tu nowo wybudowany stadion piłkarski, hala sportowa czy zwykłe boisko do koszykówki nie musi być poświęcone przez żadnego klechę, a (o dziwo!) gra się na nich równie dobrze i zdobywa równie piękne bramki, jak na naszych – tych obowiązkowo zroszonych święconą wodą. :)
I to (jak na razie) wszystko. Podejrzewam jednak, że za parę miesięcy lista ta może się wzbogacić o kilka kolejnych punktów.
Być może dla części z Was powyższa wyliczanka wydaje się być kontrowersyjna. Inni mogą ją uznać za śmieszną lub nawet obraźliwą (tak samo zresztą, Czesi mogli potraktować pierwszy z mych postów, więc powiedzmy, że jest 1:1). Czy się to komuś podoba, czy nie, tak właśnie wyglądają wyniki mych obserwacji. A poczynił je – aby nie było wątpliwości – Polak-patriota.
Wasze uwagi i komentarze, jak zwykle będą mile widziane.
Krzychu



Zamów Newsletter!
Zaproponuj artykuł



23 marca 2009 o 23:31
no będę zaglądać. masz to jak w banku;)