Słowo na niedzielę: hazard

10 maja 2009 | Kategorie: słowo na niedzielę | 8 komentarzy

Jak mówi definicja, którą znalazłem na Wikipedii, hazard to wszystkie gry pieniężne, w których o wygranej w mniejszym (np. poker) lub większym (np. ruletka) stopniu decyduje przypadek. Po kawie, papierosach, (“twardym”) alkoholu i – Panie, uchroń! – narkotykach, to kolejny potencjalny nałóg, który na całe szczęście jest mi obcy. I oby tak zostało…

Do napisania tej notki skłoniła mnie zeszłotygodniowa wizyta na torze wyścigów konnych w praskiej dzielnicy Velká Chuchle. Był to mój debiut na gonitwach (aż wstyd się przyznać, ale mimo, iż mieszkałem 5 lat we Wrocławiu, nigdy nie byłem na Partynicach) i już na kilka dni przed całą imprezą, zagłębiając się w Internecie w stosie liczb, statystyk i kursów miałem olbrzymią chęć obstawić wszystkie osiem gonitw, by całą zabawę dodatkowo “uatrakcyjnić”. Było to dla mnie coś nowego, gdyż właściwie po raz pierwszy w życiu tak bardzo ciągnęło mnie do hazardu…

Sytuacja była dla mnie o tyle zaskakująca, że moje dotychczasowe doświadczenia z róznymi grami pieniężnymi są bardzo ubogie. Kilka razy w życiu zagrałem w Toto-Lotka, tylko kilkanaście razy postawiłem (małe sumy) na wynik(i) meczów piłkarskich (i to pomimo, iż jestem wielkim sympatykiem futbolu, a piłką interesuję się już od 19 lat!), może 2 lub 3 razy grałem na automacie (jednoręki bandyta), tyle samo razy kupiłem sobie zdrapkę i choć w czeskich kasynach lub salonach gier byłem nie raz, to zawsze tylko po to, by… napić się piwa (większość z nich jest bowiem otwarta całą dobę, więc o 1 w nocy, gdy wszystkie inne bary i restauracje są już pozamykane, człowiek po prostu nie ma wyjścia ;p). Żadnej gry w karty na pieniądze, żadnej ruletki, żadnej gry w kości, żadnego bingo, żadnej loterii…

I choć w minioną niedzielę nieodparta chęć poniesienia ryzyka nie okazała się ostatecznie zbyt silna, bo zrezygnowałem z zakładów w związku z ogromnymi kolejkami do punktów, w których były one przyjmowane, to jednak dało mi to trochę do myślenia… Po pierwsze, że – pomimo, iż ogólnie lubię ryzyko – hazardzistą jednak  nie jestem (gdybym był, pewnie żadna kolejka by mnie nie powstrzymała), po drugie, że tak jak ja wtedy, tak przed gonitwami/meczami/wejściem do kasyna (niepotrzebne skreślić), czuje się pewnie każdy nałogowy gracz, tyle że uczucia te są jeszcze u niego dwu- lub trzykrotnie spotęgowane (czego takim ludziom nie zazdroszczę), a po trzecie wreszcie – iż z hazardem jest tak naprawdę identycznie, jak z narkotykami czy alkoholem: granica między byciem “czystym” a nałogiem jest tu bardzo cienka…

Patologiczny, czyli przymusowy hazard znalazł się na liście Dziesiątej Rewizji Międzynarodowej Statystycznej Klasyfikacji Chorób i Problemów Zdrowotnych (ICD-10). Zakwalifikowano go do rozdziału zaburzeń psychicznych i zaburzeń zachowania, jako popęd “(…) polegający na często powtarzającym się uprawianiu hazardu, który przeważa w życiu człowieka ze szkodą dla wartości i zobowiązań społecznych, zawodowych, materialnych i rodzinnych (…)”

/www.narkotyki.pl/

Nieprzypadkowo zresztą w języku angielskim słowo “hazard” (przetłumaczone dosłownie) oznacza nie tylko “ryzyko”,  ale i “niebezpieczeństwo”. A takie “niebezpieczeństwo” lubili już starożytni. Hazard był bowiem obecny we wszystkich starożytnych cywilizacjach, a pierwsze wzmianki o “zakładach” pochodzą już sprzed… 2300 lat p.n.e.! (Chiny) Hazard, a zwłaszcza ten nałogowy, bazuje na przekonaniu graczy, że „kiedyś w końcu wygram”. To trochę, jak z wiernymi  kibicami małego klubu piłkarskiego, którzy cały czas wierzą, że w końcu ich pupile zaczną seryjnie odnosić zwycięstwa, że w końcu awansują, że w końcu zdobędą jakiś tytuł czy puchar… Tyle, że skutki takiego futbolowego nałogu, nie są tak groźne, jak te związane z hazardem (po przeczytaniu niektórych publikacji i historii na www.hazardziści.org byłem w szoku). Tym bardziej teraz, w czasach, kiedy coraz większą popularnością cieszy się internetowy e-hazard, który pozwala zakładać się o każdej porze dnia i nocy, nie wychodząc nawet z domu.

Popularność hazardu w danym państwie, czy też w danym społeczeństwie jest zależna przede wszystkim od jego zamożności. Przecież to oczywiste! – powiecie. Fakt. Tyle że paradoksalnie, znacznie częściej grają podobno ci, którzy nie mogą sobie pozwolić, by szastać pieniędzmi, niż ci, dla których strata kilkudziesięciu lub kilkuset tysięcy złotych w jedną noc nie jest niczym nadzwyczajnym. Bo im społeczeństwo czy dany człowiek jest biedniejszy, tym bardziej marzy o łatwym i szybkim wzbogaceniu się…

Po powrocie do domu w zeszłą niedzielę, ze zwykłej ciekawości zrobiłem sobie test (i Wy możecie tutaj sprawdzić, czy jesteście uzależnieni od hazardu). Na wszystkie 20 pytań odpowiedziałem NIE.

Krzychu

Dodaj komentarz 669 razy czytany, 1 razy dziś

Śledź dyskusję

8 komentarzy to “Słowo na niedzielę: hazard”

  1. Axun pisze:

    E, to ja tam pograć kiedyś lubiłem w karty. Przyznaje się. Zresztą do dzisiaj lubię, ale już nie na pieniądze. W sumie to zawsze miałem szczęście i to pewnie dlatego nie mam szczęścia w miłości (zgodnie ze starym przysłowiem he he). A w teście to na 3 pytanie odpowiedziałem TAK. Jednak jak widziałem, to dopiero od 7 jest problem, więc nie jest jeszcze ze mną aż tak źle. ;)

  2. krzychu81 pisze:

    Ten test to jest raczej dla tych, którzy grają dzień w dzień, a raz na jakiś czas zadadzą sobie pytanie: czy to czasem nie jest nałóg?

  3. Wojtek pisze:

    Czy zakłady sportowe to też hazard? Bo jeśli tak, to chyba jestem ……hazardzistą ;) a tak na poważnie, w miarę regularnie obstawiam wyniki spotkań hokejowych i jak na razie idzie całkiem nieźle. Czy jestem uzależniony? Chyba nie……Pozdrawiam!ps. bardzo ciekawy blog!

  4. krzychu81 pisze:

    Zakłady sportowe to jak najbardziej hazard! :) Powiedziałbym nawet, że bukmacherka to “królowa hazardu”.

    P.S. Dziękuję za pochwałę! :)

  5. Iwona-Isia pisze:

    Krzychu, nie pisz więcej głupich notek -artykulików na teamty na których się nie znasz a jak już musisz to dawaj przypisy -ok?Strona hazardzisci.org to strona byłych esbeków, którzy pograli sobie i pogrywają z życiem ludzi – nie wchodź tam raczej, bo się zdeprawujesz -ok?

  6. krzychu81 pisze:

    @Iwona-Isia
    Z racji tego, że to mój blog mogę sobie pisać na dowolny temat a nawet – jeśli zechcę – w dowolnym języku! Jeśli tylko będę miał taki kaprys napiszę np. o plamach na księżycu albo okresie godowym muchy tse-tse, czyli tematach, o których nie mam zielonego pojęcia – OK?

    Zresztą nie wiem, do którego z akapitów tego tekstu potrzebna jest “fachowa wiedza” (którą ty – jak wnioskuję – pewnie posiadasz).

    “Strona hazardzisci.org to strona byłych esbeków”
    A co ma piernik do wiatraka?! Polska to kraj, w którym były elektryk został prezydentem. Nie widzę więc przeszkód, by były eSBek nie mógłby prowadzić strony o hazardzie. Zresztą co to za dzielenie ludzi na eSBeków i nie-eSBeków? Jakaś trauma z dzieciństwa?

    Zdeprawować to mnie już raczej będzie ciężko. Zresztą ja tam wchodzić nie będę. Na szczęście nie muszę. Ale i ty tam lepiej nie wchodź, bo ci żyłka z nerwów pęknie – OK?

  7. asia pisze:

    Cieszę się bardzo Krzychu, że odwiedziłeś http://www.hazardzisci.org.
    Nie jest to strona żadnych esbeków, nie ma nic wspólnego z polityką. To strona dla ludzi, którzy chcą zdrowieć ( pozdrawiam Isiu i może już czas, abyś dołączyła do zdrowiejących). Ludzi, którzy dzielą się swoim cierpieniem ale i nadzieją. To kopalnia doświadczeń.
    Fajny blog:-) Pozdrawiam:-)

  8. krzychu81 pisze:

    @asia
    Na hazardzisci.org z czystej ciekawości spędziłem kiedyś całe popołudnie. Przeczytałem mnóstwo tekstów. Niektóre mnie zakoczyły, inne wręcz zszokowały, jeszcze inne skłoniły do przemyśleń. To tak jak piszesz ogromna kopalnia doświadczeń.

    Pozdrawiam! :)

Dodaj komentarz




Też chcesz mieć własny awatar? Nic prostszego!