Słowo na niedzielę: hazard
Jak mówi definicja, którą znalazłem na Wikipedii, hazard to wszystkie gry pieniężne, w których o wygranej w mniejszym (np. poker) lub większym (np. ruletka) stopniu decyduje przypadek. Po kawie, papierosach, (“twardym”) alkoholu i – Panie, uchroń! – narkotykach, to kolejny potencjalny nałóg, który na całe szczęście jest mi obcy. I oby tak zostało…
Do napisania tej notki skłoniła mnie zeszłotygodniowa wizyta na torze wyścigów konnych w praskiej dzielnicy Velká Chuchle. Był to mój debiut na gonitwach (aż wstyd się przyznać, ale mimo, iż mieszkałem 5 lat we Wrocławiu, nigdy nie byłem na Partynicach) i już na kilka dni przed całą imprezą, zagłębiając się w Internecie w stosie liczb, statystyk i kursów miałem olbrzymią chęć obstawić wszystkie osiem gonitw, by całą zabawę dodatkowo “uatrakcyjnić”. Było to dla mnie coś nowego, gdyż właściwie po raz pierwszy w życiu tak bardzo ciągnęło mnie do hazardu…
Sytuacja była dla mnie o tyle zaskakująca, że moje dotychczasowe doświadczenia z róznymi grami pieniężnymi są bardzo ubogie. Kilka razy w życiu zagrałem w Toto-Lotka, tylko kilkanaście razy postawiłem (małe sumy) na wynik(i) meczów piłkarskich (i to pomimo, iż jestem wielkim sympatykiem futbolu, a piłką interesuję się już od 19 lat!), może 2 lub 3 razy grałem na automacie (jednoręki bandyta), tyle samo razy kupiłem sobie zdrapkę i choć w czeskich kasynach lub salonach gier byłem nie raz, to zawsze tylko po to, by… napić się piwa (większość z nich jest bowiem otwarta całą dobę, więc o 1 w nocy, gdy wszystkie inne bary i restauracje są już pozamykane, człowiek po prostu nie ma wyjścia ;p). Żadnej gry w karty na pieniądze, żadnej ruletki, żadnej gry w kości, żadnego bingo, żadnej loterii…
I choć w minioną niedzielę nieodparta chęć poniesienia ryzyka nie okazała się ostatecznie zbyt silna, bo zrezygnowałem z zakładów w związku z ogromnymi kolejkami do punktów, w których były one przyjmowane, to jednak dało mi to trochę do myślenia… Po pierwsze, że – pomimo, iż ogólnie lubię ryzyko – hazardzistą jednak nie jestem (gdybym był, pewnie żadna kolejka by mnie nie powstrzymała), po drugie, że tak jak ja wtedy, tak przed gonitwami/meczami/wejściem do kasyna (niepotrzebne skreślić), czuje się pewnie każdy nałogowy gracz, tyle że uczucia te są jeszcze u niego dwu- lub trzykrotnie spotęgowane (czego takim ludziom nie zazdroszczę), a po trzecie wreszcie – iż z hazardem jest tak naprawdę identycznie, jak z narkotykami czy alkoholem: granica między byciem “czystym” a nałogiem jest tu bardzo cienka…
Patologiczny, czyli przymusowy hazard znalazł się na liście Dziesiątej Rewizji Międzynarodowej Statystycznej Klasyfikacji Chorób i Problemów Zdrowotnych (ICD-10). Zakwalifikowano go do rozdziału zaburzeń psychicznych i zaburzeń zachowania, jako popęd “(…) polegający na często powtarzającym się uprawianiu hazardu, który przeważa w życiu człowieka ze szkodą dla wartości i zobowiązań społecznych, zawodowych, materialnych i rodzinnych (…)”
/www.narkotyki.pl/
Nieprzypadkowo zresztą w języku angielskim słowo “hazard” (przetłumaczone dosłownie) oznacza nie tylko “ryzyko”, ale i “niebezpieczeństwo”. A takie “niebezpieczeństwo” lubili już starożytni. Hazard był bowiem obecny we wszystkich starożytnych cywilizacjach, a pierwsze wzmianki o “zakładach” pochodzą już sprzed… 2300 lat p.n.e.! (Chiny) Hazard, a zwłaszcza ten nałogowy, bazuje na przekonaniu graczy, że „kiedyś w końcu wygram”. To trochę, jak z wiernymi kibicami małego klubu piłkarskiego, którzy cały czas wierzą, że w końcu ich pupile zaczną seryjnie odnosić zwycięstwa, że w końcu awansują, że w końcu zdobędą jakiś tytuł czy puchar… Tyle, że skutki takiego futbolowego nałogu, nie są tak groźne, jak te związane z hazardem (po przeczytaniu niektórych publikacji i historii na www.hazardziści.org byłem w szoku). Tym bardziej teraz, w czasach, kiedy coraz większą popularnością cieszy się internetowy e-hazard, który pozwala zakładać się o każdej porze dnia i nocy, nie wychodząc nawet z domu.
Popularność hazardu w danym państwie, czy też w danym społeczeństwie jest zależna przede wszystkim od jego zamożności. Przecież to oczywiste! – powiecie. Fakt. Tyle że paradoksalnie, znacznie częściej grają podobno ci, którzy nie mogą sobie pozwolić, by szastać pieniędzmi, niż ci, dla których strata kilkudziesięciu lub kilkuset tysięcy złotych w jedną noc nie jest niczym nadzwyczajnym. Bo im społeczeństwo czy dany człowiek jest biedniejszy, tym bardziej marzy o łatwym i szybkim wzbogaceniu się…
Po powrocie do domu w zeszłą niedzielę, ze zwykłej ciekawości zrobiłem sobie test (i Wy możecie tutaj sprawdzić, czy jesteście uzależnieni od hazardu). Na wszystkie 20 pytań odpowiedziałem NIE.
Krzychu



Zamów Newsletter!
Zaproponuj artykuł



11 maja 2009 o 18:37
E, to ja tam pograć kiedyś lubiłem w karty. Przyznaje się. Zresztą do dzisiaj lubię, ale już nie na pieniądze. W sumie to zawsze miałem szczęście i to pewnie dlatego nie mam szczęścia w miłości (zgodnie ze starym przysłowiem he he). A w teście to na 3 pytanie odpowiedziałem TAK. Jednak jak widziałem, to dopiero od 7 jest problem, więc nie jest jeszcze ze mną aż tak źle. ;)
12 maja 2009 o 11:49
Ten test to jest raczej dla tych, którzy grają dzień w dzień, a raz na jakiś czas zadadzą sobie pytanie: czy to czasem nie jest nałóg?
13 maja 2009 o 11:55
Czy zakłady sportowe to też hazard? Bo jeśli tak, to chyba jestem ……hazardzistą ;) a tak na poważnie, w miarę regularnie obstawiam wyniki spotkań hokejowych i jak na razie idzie całkiem nieźle. Czy jestem uzależniony? Chyba nie……Pozdrawiam!ps. bardzo ciekawy blog!
14 maja 2009 o 09:50
Zakłady sportowe to jak najbardziej hazard! :) Powiedziałbym nawet, że bukmacherka to “królowa hazardu”.
P.S. Dziękuję za pochwałę! :)
29 września 2009 o 11:46
Krzychu, nie pisz więcej głupich notek -artykulików na teamty na których się nie znasz a jak już musisz to dawaj przypisy -ok?Strona hazardzisci.org to strona byłych esbeków, którzy pograli sobie i pogrywają z życiem ludzi – nie wchodź tam raczej, bo się zdeprawujesz -ok?
1 października 2009 o 23:39
@Iwona-Isia
Z racji tego, że to mój blog mogę sobie pisać na dowolny temat a nawet – jeśli zechcę – w dowolnym języku! Jeśli tylko będę miał taki kaprys napiszę np. o plamach na księżycu albo okresie godowym muchy tse-tse, czyli tematach, o których nie mam zielonego pojęcia – OK?
Zresztą nie wiem, do którego z akapitów tego tekstu potrzebna jest “fachowa wiedza” (którą ty – jak wnioskuję – pewnie posiadasz).
“Strona hazardzisci.org to strona byłych esbeków”
A co ma piernik do wiatraka?! Polska to kraj, w którym były elektryk został prezydentem. Nie widzę więc przeszkód, by były eSBek nie mógłby prowadzić strony o hazardzie. Zresztą co to za dzielenie ludzi na eSBeków i nie-eSBeków? Jakaś trauma z dzieciństwa?
Zdeprawować to mnie już raczej będzie ciężko. Zresztą ja tam wchodzić nie będę. Na szczęście nie muszę. Ale i ty tam lepiej nie wchodź, bo ci żyłka z nerwów pęknie – OK?
8 października 2009 o 17:24
Cieszę się bardzo Krzychu, że odwiedziłeś http://www.hazardzisci.org.
Nie jest to strona żadnych esbeków, nie ma nic wspólnego z polityką. To strona dla ludzi, którzy chcą zdrowieć ( pozdrawiam Isiu i może już czas, abyś dołączyła do zdrowiejących). Ludzi, którzy dzielą się swoim cierpieniem ale i nadzieją. To kopalnia doświadczeń.
Fajny blog:-) Pozdrawiam:-)
8 października 2009 o 22:46
@asia
Na hazardzisci.org z czystej ciekawości spędziłem kiedyś całe popołudnie. Przeczytałem mnóstwo tekstów. Niektóre mnie zakoczyły, inne wręcz zszokowały, jeszcze inne skłoniły do przemyśleń. To tak jak piszesz ogromna kopalnia doświadczeń.
Pozdrawiam! :)