Top 20 – najlepsze westerny w historii kina (druga dziesiątka)
Jak już wielokrotnie wspominałem, western to – obok czeskiej komedii – ten gatunek filmu, który lubię zdecydowanie najbardziej! Kierując się kilkoma różnymi plebiscytami i rankingami, ale przede wszystkim własnym, bardzo subiektywnym zdaniem, stworzyłem oto listę 20 najlepszych według mnie westernów wszech czasów. Dziś pozycje z miejsc 20 -11 a jutro pierwsza dziesiątka…
Pierwszym westernem w historii był zrealizowany w 1903 roku zaledwie 10-minutowy “Napad na ekspres” (The Great Train Robbery) Edwina S. Portera z pierwszą gwiazdą filmów tego gatunku – Broncho Billy Andersonem w roli głównej. Rozkwit westernu przypadł jednak na lata ‘50 i ‘60 XX wieku, by w następnej dekadzie… umrzeć zacząć powoli umierać śmiercią naturalną.
Przed stworzeniem poniższego zestawienia odnalazłem w sieci kilka innych podobnych plebiscytów i rankingów, tworzonych zarówno przez znawców tematu, jak i głosujących Internautów-kinomanów. Moja dwudziestka różni się jednak znacząco od tamtych propozycji. Choćby tym, że po długim namyśle pominąłem ostatecznie m.in. tak dobre filmy jak (w kolejności chronologicznej) “Jeździec znikąd” (Shane, 1953), “Poszukiwacze” (Searchers, 1956), “Gwiazda szeryfa” (The Tin Star, 1957), “Jak zdobywano Dziki Zachód” (1962), “Dzika banda” (The Wild Bunch, 1969), “Mały wielki człowiek” (Little Big Man, 1970) czy wreszcie “Młode strzelby (Young Guns, 1988).
W odwiecznym pojedynku dwóch westernowych gigantów, zdecydowanie największych i najbardziej charakterystycznych odtwórców ról rewolwerowców, Clint Eastwood wygrywa u mnie (zadziwiająco łatwo) z Johnem Waynem 6:2.
Uwaga. Zaczynamy!
20. “Dyliżans” (Stagecoach)
USA, 1939
Reżyseria: John Ford
Scenariusz: Ben Hecht, Ernest Haycox, Dudley Nichols
Obsada: John Wayne, Claire Trevor, Andy Devine, John Carradine, Thomas Mitchell
Jest rok 1885. Z małego miasteczka Tonto w Arizonie wyrusza do Lordsburga dyliżans. Wśród pasażerów jest m.in. spodziewająca się dziecka żona oficera kawalerii, dobroduszny lekarz-pijaczyna, szlachetny młodzieniec, dżentelmen-hazardzista, bogobojny komiwojażer i Dallas, dziewczyna lekkich obyczajów. Po drodze liczba podróżujących powiększa się o bankiera-defraudanta i Ringo Kida, poszukiwanego za rzekomo popełnione morderstwo (w tej roli młodziutki John Wayne). Ich pełna niebezpieczeństw (Indianie!) podróż jest sprawdzianem charakteru podróżnych.
“Dyliżans to jeden z najwybitniejszych westernów, klasyczny przedstawiciel swojego gatunku. Mistrzowsko scharakteryzowane postacie, doskonałe zdjęcia i muzyka, klarowność narracji oraz świetna obsada aktorska to dodatkowe atuty tego świetnego filmu.” /Filmoteka Narodowa/
To był jeden z pierwszych westernów, jakie (pamiętam że) oglądałem. Pamiętam, że gdy miałem 6-7 lat filmy z Johnem Waynem bardzo często pokazywano w telewizji w piątkowy lub sobotni wieczór. Co ciekawe, produkcja ta doczekała się dwóch remake’ów. W 1966 i 1986 roku. Szczególnie film z lat ‘80 jest godny uwagi, a to za sprawą obsady. Główne role zagrały w nim bowiem gwiazdy muzyki country, na codzień dobrzy przyjaciele: Willie Nelson, Kris Kristofferson, Johnny Cash oraz Waylon Jennings!
19. “Butch Cassidy i Sundance Kid” (Butch Cassidy and The Sundance Kid)
USA, 1969
Reżyseria: George Roy Hill
Scenariusz: William Goldman
Obsada: Paul Newman, Robert Redford, Katharine Ross, Strother Martin, Henry Jones
Tragikomiczna opowieść (w odróżnieniu np. do “Silverado” czy “Mavericka”, to jedyny western z elementami komicznymi, który mi się podoba!) autentycznych postaciach z historii Dzikiego Zachodu – Butchu Cassidym i Billym Kidzie. Film, który przeszedł do historii także dzięki piosence “Raindrops Keep fallin’ on My Head”…
“Ten film ma już ponad 30 lat, ale ogląda się go z niesłabnącym zainteresowaniem. Ogromna w tym zasługa scenariusza i kunsztu reżyserskiego George’a Roya Hilla. Później nikt nie potrafił w taki genialny sposób pokazać dzikiego zachodu. Dodatkowo gatunek powoli odchodził w zapomnienie. Nikomu też nie udało się stworzyć tak rewelacyjnego duetu jaki był udziałem Roberta Redforda i Paula Newmana, dzięki którym film się nie starzeje.” /stopklatka.pl/
Ciekawostką może być fakt, iż prawdziwa nazwa gangu Butch’a i Sundance Kid’a brzmiała “The Wild Bunch”. Kilka miesięcy wcześniej pojawił się jednak film reżysera Sama Peckinpah’a pt. ”The Wild Bunch” (1969). Aby uniknąć nieporozumień postanowiono więc zmienić nazwę gangu na “The Hole in the Wall Gang”.
18. “Tańczący z wilkami” (Dances with Wolves)
USA, 1990
Reżyseria: Kevin Costner
Scenariusz: Michael Blake
Obsada: Kevin Costner, Mary McDonnell, Graham Greene, Rodney A. Grant, Floyd ‘Red Crow’ Westerman
Porucznik John G. Dumbar za zasługi na polu walki w czasie wojny secesyjnej otrzymuje przeniesienie do wojskowego fortu w głębi północnoamerykańskiej prerii, gdzie panują jeszcze niepodzielnie Indianie. W samotności doprowadza fort do stanu użyteczności, zaprzyjaźnia się z wilkiem, który wciąż przychodzi zaciekawiony obecnością człowieka, i poznaje tubylców. Ci na początku podchodzą do Dunbara nieufnie, ale z czasem porucznik zyskuje aprobateę Dzikiego Ludu i wkracza w ich społeczeństwo…
“Siła tego filmu tkwi w rozmachu, w sile emocji, odrobinie humoru i postawie głównego bohatera. Odważnego, choć trochę niezdarnego, miłego, ale prostego. Pod każdym względem Kevin Costner w tym filmie zachwycił, i jako aktor i jako reżyser. Niezmiernie rzadko bohaterami filmu w kinie amerykańskim czyniono Indian. Tutaj pokazano dwie strony medalu, choć twórcy jednoznacznie wypowiedzieli się po stronie tych dobrych. “Tańczący z wilkami” to także opowieść o świecie, który odszedł, o wielkiej za nim tęsknocie.” /stopklatka.pl/
Jeden z trzech filmów w moim zestawieniu, które Costner reżyseruje, grając w nich jednocześnie główną rolę. Zdecydowanie jeden z najlepszych obrazów, jakie powstały w latach ‘90 minionego stulecia i mam tu na myśli nie tylko westerny, ale wszystkie gatunki filmów!
17. “Wyatt Earp”
USA, 1994
Reżyseria: Lawrence Kasdan
Scenariusz: Lawrence Kasdan, Dan Gordon
Obsada: Kevin Costner, Dennis Quaid, Gene Hackman, Tea Leoni, Michael Madsen, Tom Sizemore
“Historia życia legendarnego szeryfa osadzona w czasach największego rozkwitu Dzikiego Zachodu. Film o człowieku i jego rodzinie. Ukazuje dobre i złe chwile jednego z największych bohaterów dziekiego Zachodu. Z początku jest młokosem, który marzy tylko o małżeństwie z ukochaną z dzieciństwa i własnej farmie. Po śmierci żony zaczyna pić, trafia do więzienia, ucieka z niego i poluje na bizony. Przez przypadek zostaje szeryfem. Rządzi najpierw Dodge City, a potem Tombstone wraz z trójką braci, gdzie narasta konflikt z Clantonami, który skończy się tragicznie.” /filmweb.pl/
Szeryf Wyatt Berry Stapp Earp (były farmer, łowca bizonów, oficer kawalerii, gambler, barman, górnik i sędzia bokserski…) jest dla mnie jedną ze zdecydowanie najbarwniejszych a zarazem najbardziej tajemniczych postaci Dzikiego Zachodu (zresztą nie tylko on, ale i cała jego rodzina, z braćmi na czele). Był bohaterem wielu westernów, ale to właśnie ten Wyatt, w którego wcielił się Costner był dla mnie najbardziej “wiarygodny”. Do tematu słynnego stróża prawa z Dodge City jeszcze w tym zestawieniu powrócę…
16. “Konie Valdeza” (Valdez, il mezzosangue)
Hiszpania, Włochy, Francja, 1973
Reżyseria: John Sturges
Scenariusz: Rafael J. Salvia, Massimo De Rita, Clair Huffaker, Arduino Maiuri
Obsada: Charles Bronson, Jill Ireland, Marcel Bozzuffi, Vincent Van Patten, Fausto Tozzi
Czas na Czarka Bronsona!
“Półkrwi Indianin, Chino Valdez, zajmuje się hodowlą koni. Pewnego dnia jedna z jego klaczy rani się o drut rozciągnięty przez zamożnego właściciela sąsiedniego rancza, Marala. Siostra bogacza, Louise, przyjeżdża do Chino, by zapłacić za szkody. Valdez udziela jej kilku lekcji konnej jazdy. Z czasem zakochują się w sobie. Maral jednak nie zamierza dopuścić do ślubu jego siostry z Chinem. Zaczyna prześladować sąsiadka i zabija jego ukochanego źrebaka.” /gothique, filmweb.pl/
Małomówny twardziel z charakterystycznym wąsikiem i piękna Jill Ireland. W Stanach Zjednoczonych tytuł tego filmu to po prostu “Chino” (imię głównego bohatera). Dodatkowo wieeelki plus za muzykę braci Guido i Maurizio De Angelisów!
15. “Wyjęty spod prawa Josey Wales” (The Outlaw Josey Wales)
USA, 1976
Reżyseria: Clint Eastwood
Scenariusz: Philip Kaufman, Sonia Chernus
Obsada: Clint Eastwood, Chief Dan George, Sondra Locke, Bill McKinney, John Vernon
Josey Wales jest spokojnym farmerem mieszkającym z rodziną w stanie Missouri. Potym jednak, jak banda ubranych w mundury unionistów, dowodzona niejakim Terrillem rabuje mu dobytek, pali dom, a także zabija żonę i synka (w tej roli rzeczywiście syn Eastwooda – Kyle), Wales dołącza do grupy konfederatów i – a jakże! – poprzysięga zemstę. Wszystko idzie zgodnie z planem aż do momentu, w którym konfederaci przegrywają wojnę secesyjną. Od tej chwili Josey może już liczyć tylko i wyłącznie na siebie…
Pamietam że po pierwszym oglądnięciu tego filmu byłem troszkę zawiedziony. “Wyjęty spod prawa…” zwyczajnie mi się wtedy nie podobał (najprawdopodobniej był to wynik “przyzwyczajenia” do ról, jakie Eastwood grywał w spaghetti-westernach) a nawet śmieszył. Potem jednak w telewzji zobaczyłem “Niesamowitego jeźdźca” i przekonałem się do tego typu filmów. Ba, teraz – jak sami widzicie – znalazł się on w moim rankingu na wyskomim, trzynastym miejscu.
Duży wpływ miała na to sympatyczna postać starego Indianina Lona Watie (granego przez Wodza Dana George’a), z którym Josey się przyjaźni. Jest to dość symboliczne, podobnie zresztą jak jedna ze scen pojednania z czerwonoskórymi, bowiem trzeba pamiętać, że w żadnym ze swoich westernów Eastwood nie zabił ani jednego Indianina…
14. “Za garść dolarów” (Per un pugno di dollari)
Włochy, Hiszpania, RFN, 1964
Reżyseria: Sergio Leone
Scenariusz: Sergio Leone, Clint Eastwood, Víctor Andrés Catena, Duccio Tessari, Jaime Comas Gil, Fernando Di Leo
Obsada: Clint Eastwood, Marianne Koch, Gian Maria Volonte, Wolfgang Lukschy, Sieghardt Rupp
Film Sergia Leone jest w pewnym sensie remake’iem zrealizowanej przez Akirę Kurosawę “Straży przybocznej” (Kurosawa pozwał Leone o plagiat i wygrał, a włoski reżyser musiał zapłacić odszkodowanie). Zapoczątkował on zarazem słynną “trylogię dolarów”, w skład której wchodzą również “Za kilka dolarów więcej” oraz “Dobry, zły i brzydki” (oba znalazły się oczywiście w mym rankingu!).
Oto samotny wędrowiec Joe przybywa do miasteczka leżącego przy granicy z Meksykiem. Zastaje tam dwie zwalczające się rodziny przemytników. Postanawia wkroczyć do gry…
Film, od którego zaczęła się owocna współpraca reżysera Leone z kompozytorem Ennio Morricone (czapki z głów przed oboma panami!). Man With No Name i jego dwa rozpoznawcze znaki: charakterystyczne ponczo i krótkie cygara. Całą trylogię uwielbiam za niepowtarzalny klimat, świetną muzykę, zajebistego Eastwooda i – paradoksalnie – dłuuugie pasaże bez dialogów.
13. “Za kilka dolarów więcej” (Per qualche dollaro in piu)
Włochy, Hiszpania, RFN, 1965
Reżyseria: Sergio Leone
Scenariusz: Sergio Leone, Sergio Donati, Luciano Vincenzoni, Fulvio Morsella, Fernando Di Leo
Obsada: Clint Eastwood, Lee Van Cleef, Gian Maria Volonte, Klaus Kinski, Luigi Pistilli
Pułkownik Douglas Mortimer i tajemniczy, małomówny Człowiek bez imienia, nazywający siebie “Manco” (w j. hiszpańskim “jednoręki”) trudnią się tą samą profesją – obaj są łowcami nagród. Obaj też chcą schwytać tego samego grożnego bandytę, niejakiego Indio, który właśnie uciekł z więzienia i wraz ze swoją bandą terroryzuje okolicę. Na początku obaj dżentelmeni rywalizują ze sobą, by potem zdecydować się na współpracę.
To dzięki temu filmowi po raz pierwszy ujrzałem w akcji Lee Van Cleefa. Aktor ten jakby urodził się tylko po to, by grać w westernach. Co ciekawe, Van Cleef był szybszym rewolwerowcem niż Eastwood. Jak zmierzono na planie filmu, na wyciągnięcie broni i strzał potrzebował zaledwie trzech klatek filmu, tj. – uwaga! – 1/8 sekundy!!! Takiego wyniku nie powstydziłby się żaden z prawdziwych rewolwerowców z Dzikiego Zachodu…
12. “Pat Garrett i Billy Kid” (Pat Garrett and Billy the Kid)
USA, 1973
Reżyseria: Sam Peckinpah
Scenariusz: Rudy Wurlitzer
Obsada: Kris Kristofferson, James Coburn, Jason Robards, Bob Dylan, Richard Jaeckel
“Opowieść o dwójce przyjaciół, z których jeden, Pat Garrett zerwał z awanturniczą przeszłością i przyjął posadę szeryfa, drugi, Billy Kid nie zamierza podporządkować się prawu. Konflikt pomiędzy nimi jest nieuchronny. Garrett lojalnie uprzedza byłego kompana, że nie zamierza tolerować bezprawia na swoim terenie. Billy traktuje to jako kolejne wyzwanie, nie wierzy też chyba do końca w prawdziwość pogróżek Garretta. Przyjdzie mu za to zapłacić najwyższą cenę.” /stopklatka.pl/
Klasyka westernu! Historia jednego z najbardziej znanych duetów Dzikiego Zahcodu. Zarówno Billy the Kid, jak i Pat Garrett to – obok wspomnianego już Wyatta Earpa – największe legendy Ameryki z tamtego okresu. Plus za muzykę Boba Dylana (muzyk wcięlił się w deugoplanową postać Aliasa).
11. “Szybcy i martwi” (The Quick And The Dead)
USA, Japonia, 1995
Reżyseria: Sam Raimi
Scenariusz: Simon Moore
Obsada: Sharon Stone, Russell Crowe, Gene Hackman, Leonardo DiCaprio, Gary Sinise
“Do małego miasteczka na Dzikim Zachodzie, rządzonego silną ręką przez Heroda przyjeżdża tajemnicza Ellen. Z nikim nie rozmawia, czasem tylko patrzy dzikim wzrokiem od którego przeszywa dreszcz. Kid, rzekomy syn Heroda, wiecznie otoczony wianuszkiem dziewcząt, bardzo interesuje się tajemniczą nieznajomą… Wkrótce Herod przyprowadza Corta, swego dawnego kompana, obecnie księdza. Między duchownym a Ellen od razu iskrzy… Rozpoczyna się turniej rewolwerowców. Cąła czwórka bierze w nim udział. Zwycięzca jednak moze być tylko jeden. Będzie nim najszybszy strzelec. Reszta będzie martwa…” /filmweb.pl/
Jeden z dowodów na to, że i w latach ‘90 można było nakręcić dobry western. Świetna obsada, ciekawa, choć przecież banalna historia, no i… Sharon Stone… Mhmmm… Ale co na Boga taka babka, jak ona widziała w takim wypierdku, jak Leoś DiCaprio?!
P.S. Pisząc o wspaniałej muzyce lub ciekawych scenach, celowo nie linkuję np. do filmów na YouTube. Jak westernowym soundtrackom, tak i ich najlepszym momentom i kultowym scenom chciałbym bowiem w przyszłości poświęcić odrębne wpisy.
CIĄG DALSZY NASTĄPI…
“Top 20 – najlepsze westerny w historii kina (pierwsza dziesiątka)”
Krzychu













Zamów Newsletter!
Zaproponuj artykuł



5 czerwca 2009 o 21:20
Nie wiem czy wiesz, ale w Polsce w tym momencie w kioskach/salonikach prasowych pojawiła się nowa kolekcja z filmami DVD – właśnie z westernami. :) Dobra okazja dla fanów gatunku. A ci, którzy nie wiedzą, czy warto – mogą sobie sprawdzić rekomendację niektórych tytułów u Ciebie. :)
6 czerwca 2009 o 01:45
Nie, nie wiedziałem. Dzięki za cynk.
Ja w tej chwili jestem w trakcie zbierania kolekcji czeskich komedii (tanie DVD dołączane do gazet). Jak skończę, przyjdzie czas na westerny. :)
6 czerwca 2009 o 14:25
Tu masz pełne info:
http://www.dziennik.pl/kultura/film/westerny/article383444/Rusza_Wielka_kolekcja_westernow.html
Pozdro!
8 czerwca 2009 o 21:04
Jednym z minusów takich kolekcji jest fakt iż ukazują się za często. Przy jednej te 30zł/2tyg to nie dużo, ale jak się w między czasie zacznie ukazywać jeszcze 2-3 inne ciekawe kolekcje to już się tworzy problem.
9 czerwca 2009 o 12:49
Nie można mieć wszystkiego. Życie to ciągły wybór – w tym wypadku pomiędzy kolekcją z westernami a czymś innym. ;) Pozdro.
29 sierpnia 2009 o 12:51
Bardzo dobre zestawienie – dziękuję!
30 sierpnia 2009 o 11:53
@aniec2
Nie ma za co. Cała przyjemność po mojej stronie! :))
20 listopada 2009 o 22:17
Dzięki za ten “Top”. Właśnie czegoś takiego szukałem :)
6 stycznia 2010 o 11:08
Ale są jeszcze naprawde bardzo dobre westerny godne polecenia:)
6 stycznia 2010 o 22:40
@kris
Oczywiście że są! Możnaby śmiało wybrać 50 a nie 20, ale musiałem się ograniczać. Najlepsze z najlepszych. Bardzo subiektywnie rzecz jasna!
7 stycznia 2010 o 17:53
Ja bym śmiał powiedział nawet ponad 80 i twoje top zmienił:) krzychu81.
7 stycznia 2010 o 17:55
Ale według gustu:)
10 stycznia 2010 o 23:41
@kris
“Ja bym śmiał powiedział nawet ponad 80 i twoje top zmienił”
Choć, tak jak napisałeś, to jest kwestia gustu, ale byłbym ostrożny z tymi liczbami. Jest kilkanaście filmów należących do ścisłej klasyki gatunku, kolejnych kilkanaście bardzo dobrych, podobna liczba dobrych a potem setki bardzo bardzo słabiutkich westernów (mizerna obsada, banalna historia, zwyczajna nuda). 50 fajnych filmów może i by się uzbierało, ale obawiam się, że nie więcej…
11 stycznia 2010 o 20:41
Tak tylko że nie które naprawdę mało znane westerny i banalne są warte do obejrzenia i nie można przejść koło nich obojętnie a moim zdaniem dla fana westernów już napewno obowiązkowe.