Soproni
Już dawno nie pisałem o piwie. Teraz jest ku temu okazja szczególna, bo dopiero po raz drugi w życiu miałem okazję posmakować węgierskiego browarka. Kiedyś piłem najpopularniejsze w tym kraju (ale moim zdaniem zdecydowanie przereklamowane) madziarskie piwo Borsodi. Teraz uraczyłem podniebienie napojem marki Soproni.
Soproni (wymawia się szoproni) to piwo z browarów znajdujących się -- jakby inaczej -- w mieście Sopron (wymawia się szopron). Ta 50-tysięczna aglomeracja położona jest blisko granicy z Austrią, na północ od Alp Węgierskich (pierwsze słyszę!) i południe od Jeziora Nezyderskiego. Sopron jest dziś głównym ośrodkiem mniejszości niemieckiej na Węgrzech. Co ciekawe, miasto znane jest przede wszystkim z wybornych win. Piwo to tutaj napój “drugoplanowy”.
Browary Soproni Sörgyár, założone w 1895 roku (współzałożycielami byli browarnicy z czeskiego Brna!) należą od czerwca 2007 roku do Heineken Hungária. Aktualnie w ofercie piwowaru znajdują się: Soproni Ászok (którego ja miałem okazję spróbować), mocniejszy od niego Soproni 1895, Soproni Kinizsi, ciemny Soproni Fekete Démon oraz bezalkoholowy Soproni Szűz.
Lodóweczka pełna piw Soproni:

A jaki jest Soproni Ászok w smaku? Piwo to jest lekkie (4,5% alkoholu), więc takie jak lubię, choć gdyby nie to, że piłem je prosto z puszeczki, to mógłbym podejrzewać kogoś, że dolał mi do niego wody… Do tego klasyczna goryczka, całkiem fajna piana (szczególnie na początku) i bardzo jasny kolor. Jednym zdaniem żadna rewelacja, ale da się wypić. W sam raz na orzeźwienie przy takiej pogodzie, jaka panuje teraz.
Reklama piwa Soproni. Nie mam zielonego pojęcia o co chodzi…
Soproni udziela się bardzo aktywnie jako sponsor rozgrywek sportowych. Na dzień dzisiejszy jest głównym dobrodziejem I. ligi piłkarskiej (Soproni Liga), sponsorem reprezentacji Węgier w piłce wodnej, a także klubu piłkarzy ręcznych Pick Szeged i koszykarskiego zespołu Soproni sÖrdögök.
Na zdrowie! Egeszegedre!
Krzychu



Zamów Newsletter!
Zaproponuj artykuł



22 sierpnia 2009 o 13:18
w węgierskim jest chyba tylko około 30 słów, które przypominają jakikolwiek inny ludzki język, wiec nic dziwnego,że nie kumasz reklamy:D
swoją drogą – to dziwne doświadczenie, jak jesteś w kraju, w którym nijak nie możesz się porozumieć, bo angielski nie jest standardem nawet w knajpach…
22 sierpnia 2009 o 20:41
Piwko piłem, całkiem sympatycznie nawet, w sam raz na gorące dni.
Co do węgierskiego to ilekroć jestem w Budapeszcie to czuje sie jak na tureckim kazaniu, szczęście że czasami po angielsku lub polsku można sie dogadać bo wydukać pełnego zdania w inchniejszym języku się nie da ;)
24 sierpnia 2009 o 09:00
Będę musiał spróbować tego trunku, 4,6 będzie w sam raz na gorący poniedziałek :)
24 sierpnia 2009 o 21:58
@Kasia, Biter
Próbowałem się kiedyś uczyć węgierskiego (tak się składa, że wszędzie, gdzie pracowałem, byli jacyś Madziarzy/jakieś Madziarki). Znam kilkanaście słów, umię złożyć 2-3 dłuższe zdania, ale to język ponad moje siły! A na Wegrzech (zwłaszcza nad Balatonem) ponoć łatwiej jest się dogadać po niemiecku, niż po angielsku.
@Biter, romus87
Dokładnie. Tak jak piszecie, to piwko w sam raz na panujące teraz upały. Jak człowiek ma ochotę na chwileczkę zapomnienia… tzn. orzeźwienia…
31 sierpnia 2009 o 13:14
…Magyarország je skvělé místo na zemi zaslíbené pro turity po všech stránkách, nejen pivo, které je opravdu pitelné, na rozdíl od jiných krajů, ale i víno a hlavně maďarská kuchyně je nepřekonatelná, lidé jsou také skvělí, báječně komunikabilní i když po polsky v Maďarsku opravdu nikdo nemluví. Velká škoda, že se rozbilo mocarstwo Austria – Wegry, nebylo by nám třeba pofiderní EU !
25 października 2009 o 18:33
Ostatnio (czytaj wczoraj) poszedłem sobie na piwko ze znajomymi, jako że w naszych stałych miejscach brakowało miejsca (damn!) postanowiliśmy odwiedzić miejsca gdzie od wieków nas nie było. Zawitaliśmy więc do Academusa. Jakże wielkie było me zdziwienie gdy zobaczyłem jakie piwa tam leją! Koźlak, Grand, Złote Lwy, Żywe, Remus, Classic czyli wszystko z browaru Amber! Do tego cena przystępna 8-9 złociszy za pełny półlitrowy kufelek nektaru bogów! Całą noc degustowałem się pysznym piwkiem o bursztynowym kolorze, to była noc Koźlaka :) Miejsce godne polecenia a i browarek pyszny.
26 października 2009 o 20:27
@romus87
Próbuję sobie przypomnieć, czy za moich czasów we Wrocku to miejsce już istniało, ale jakoś nie kojarzę… A Koźlak faktycznie full wypas. Co ciekawe piłem dwa razy w życiu, za każdym razem w… Pradze. :o
26 października 2009 o 21:07
ale koźlak to z Gdańska jest!;)
27 października 2009 o 11:47
@krzychu81 prawdą jest że piwo to w Czechach(czytaj przy granicy) jest o wiele bardziej popularne niż u nas. Z tego co wiem miejsce to już było “za twoich czasów” jednak oferowało inne trunki.
@Kasia dokładnie mówiąc w Kolbudach pod Gdańskiem z tego co udało mi się wyszukać jeszcze tej pamiętnej nocy ;)A napisałem w tym temacie bo wiem że Krzychu tak jak i ja jest wielkim smakoszem piwka :) Na szczęście w moim osiedlowym sklepie mogę dostać różne złociste napoje w tym i bursztynowego Koźlaka, który jak sądzę na dłuższy czas zagości w mym cotygodniowym menu :)