Ładna rasistka z Vodafone

31 sierpnia 2009 | Kategorie: Internet, babeczki | 13 komentarzy

Z mieszkania, które wynajmuję wyprowadził się mój współlokator, pozbawiając mnie tym samym… Internetu. Był bowiem pracownikiem firmy O2, dzięki czemu “po znajomości” mieliśmy bardzo szybki a przy tym tani Internet, ale musiał wyjechać z Pragi i – jak się to mówi – skończyło się babki sranie. A ja bez netu ani rusz!

Jak nie O2, to Vodafone! – pomyślałem.

W piątek po pracy wybrałem się więc do punktu Vodafone (tu w Czechach to największy obok wspomnianego O2 i T-Mobile operator sieci komórkowej) na kolejowym dworcu głównym. Wybór nie był przypadkowy. Po pierwsze, od trzech lat mam telefon komórkowy właśnie we Vodafonie (i jestem zadowolony), a po drugie – nie pamiętam dokładnie gdzie, ale widziałem reklamę Internetu przez USB stick/modem za jedynych 7 koron (1,10 zł).

Nie jestem na tyle głupi, by w to uwierzyć, ale nawet jak sobie pododawałem wszystkie możliwe “ukryte opłaty” i poodejmowałem wszystkie możliwe promocje, to wyszło mi, że taka przyjemność może mie kosztować zaledwie 400 – 600 koron miesięcznie (65 – 100 zł). Cena wyszła więc całkiem, całkiem…

A w sklepiku (kiosku? stoisku? – nie wiem jak to nazwać) Vodafone trafiłem na fajną babeczkę. Brunetka, 170 cm, z fajnymi piegami (i nie chodzi o piersi!). Całkiem przyjemna i z ładnym uśmiechem (już w głowie kręciła się historia, jak to on do niej przyszedł, by kupić Internet, a ona się zakochała i… potem razem żyli długo i szczęśliwie).

Mówię, co potrzebuję i pytam o warunki (i nie chodzi o piersi!).

Ona sprawdza, czy rzeczywiście jestem w ich sieci (nie mam abonamentu a jedynie telefon na kartę) a potem wyjaśnia, że te 7 koron to tylko wtedy, jak się kupi Internet… z laptopem. No jasne, wiedziałem, zdziwiony nie byłem. Pani podaje też warunki dla normalnego śmiertelnika: pierwsze 6 miesięcy za połowę ceny, tj. 320 koron co miesiąc, kolejne pół roku już miałbym płacić normalnie, czyli 650 koron miesięcznie. Super-ekstra, cena mieści się (na siłę, bo na siłę, ale jednak) w moich obliczeniach, więc szafa gra, komoda tańczy!

Pytam, co jest potrzebne, by załatwić wszystkie formalności i – przede wszystkim – ile to potrwa zanim znowu będę mógł oglądać pornusy online sprawdzić pocztę na moim laptopie. Ona na to (pisałem już, że ładnie się uśmiechała?), że potrzebuję dwa dowody tożsamości i, że mogę surfować po sieci, jak tylko dostanę do ręki ten magiczny USB stick/modem ze specjalną kartą SIM w środku (sorry, jeśli piszę głupoty, ale za bardzo to się na tym nie znam), czyli jakieś 5 minut po tym, jak podpiszę umowę…

No a umowa, żeby nie było, może być rozwiązana przez każdą ze stron praktycznie z dnia na dzień: Ja nie płacę? Oni blokują mi Internet. Mnie się coś nie podoba? To ja dziękuję im za współprące! Git. A Internet będę miał gdziekolwiek pojadę (na terenie Czech) i to z prędkością 236 kbps, czyli całkiem niezły, jak na ten typ połączenia (ze stałym łączem jak wiadomo porównać się tego nie da). A do tego łatwa instalacja i jeszcze łatwiejsza obsługa…

No to jakaś bajka chyba – pomyślałem. Wszystko pięknie, cacy. Więc gdzieś musi być haczyk. Pytam więc o to, o tamto, o owamto. I nic. Prócz kaucji w wysokości tysiąca koron (160 zł), zwracanej po trzeciej zapłacone fakturze, wszystko po mojej myśli… Wygląda więc na to, że z Internetem wszystko gra, a haczyk jest taki, że ta pani za mnie nie wyjdzie i jednak długo i szczęśliwie żyć nie będziemy… Ale nic to. Moja strata. To przecież net był dla mnie ważniejszy!

Nie miałem jednak przy sobie żadnego dowodu tożsamości, więc mówię, że muszę podjechać do domu, ale że to niedaleko i zaraz tu wrócę… Ona że fajnie, że będzie czekać (czyżby jednak żyli długo i szczęśliwie?!) i że mają otwarte aż do 20:00 (a było coś koło 17:40).

No to pędzę tramwajem do domu, w ekstazie, a że ciepło, to się spociłem. A że pani fajna (pisałem już, że ładnie się uśmiechała?), to zanim do niej wróciłem, to się wykąpałem (człowiek nigdy nie wie!), przebrałem i wypachniłem.

Jadę z powrotem. Wpadam do kiosku, podchodzę do niej, podaję dokumenty (dowód i prawo jazdy) a o na na to: “Oooochhh!”.

I teraz tak. Na co to reakcja? Perfumy? Możliwe, w końcu to Clinique Happy. To że wziąłem prysznic? Też może być! Nowy strój? Szykowny, więc czemu nie! A może zdjęcia na dokumentach? A jakże! Ładne – czarno-białe! Ale niech sama się wypowie…

Ona: “Nie wiedziałam, że jest pan cudzoziemcem…” (rozumiem, że to pochwała mojej czeszczyzny, ale po co ten “pan”?)

Ona: “Ma pan tutaj stały pobyt?” (o, zaczyna się – myślę)

Ja: “TAAAAAAK!!!” (mimo, że mam tylko przechodni, stały będę mieć dopiero za dwa lata)

Ona: “A ma pan przy sobie paszport?” (heh, cwana bestia jest, chce to sprawdzić! W sumie jakoś głupio tak, że ją okłamuję już na naszej pierwszej randce…)

Ja: “Nie mam. Mówiła pani, że dwa dowody tożsamości, więc pomyślałem, że jakiekolwiek dwa…”

Ona: “Więc będzie pan musiał zapłacić kaucję w wysokości 10 tysięcy koron” (1.600 złotych?! Ocipiała?!?!?!?)

Ja (już podkurwiony): “Ile?! Dziesięć tysięcy?! Ale za co?!”

Ona (nadal spokojnie): “Za modem USB”

Ja: “Jak to, przecież z laptopem sprzedajecie to za 7 koron a luzem to pewnie nie kosztuje więcej niż 200…”

Ona: ………..

Ja: “Boicie się, że wam z tym do Polski ucieknę, czy co?!?!”

Ona: “Przepraszam, ale takie są warunki…” (pisałem już, że ładnie się uśmiechała?)

Ja: ………..

Ona: ………..

Stoję i myślę sobie tak: To ja tu mieszkam więcej niż trzy lata… To ja się nauczyłem waszego języka…  To jesteśmy razem w Unii Europejskiej… To pod Grunwaldem nasz Jagiełło i wasz Žižka walczyli jak bracia, za wolność naszą i waszą… To ja tu uczciwie (mniej lub bardziej) pracuję… To ja tu płacę podatki… To ja opisuję piękno waszego kraju na moich blogach i sławię was – jego mieszkańców ustnie (oralnie) w rozmowach z moimi krajanami… To nasza Marylka Rodowicz śpiewała w duecie z waszą Helenką Vondráčkovą… To ja chcę się tu zestarzeć… To ja pracowałem w asystencji medycznej i często wielu z was pomagałem w czasie nocnej zmiany walczyć ze sraczką, kiedy byliście na urlopie w Egipcie… /jednym (słynnym) zdaniem: BOHATERÓW?! PRĄDEM?!/

… a wy mi teraz każecie płacić 10 tysięcy koron za gówno, które jest warte ze sto razy mniej?!

Oj, śmierdzi mi tu rasizmem. By się przekonać, że mam rację zadaję pytanie retoryczne: “A Czesi też muszą płacić kaucję?!”

Ona: “Nie, tylko cudzoziemcy”

Ja (zadowolony, bo moja teza została potwierdzona): “Przecież to jest rasizm!!!”

Ona: ………

Odwracam więc głowę i patrzę po sklepie, co by im tu rozpierdolić czy mają juz w sprzedaży tę nową Nokię…

Mówię: “Gdyby to był drogi samochód, no to rozumię. Wyjadę i nikt mnie już nie zobaczy. Ale modem USB??? Przecież po pierwsze mogę z tego korzystać tylko w Czechach, a po drugie, jak nawet zniknę/nie będę płacił, to wyłączycie mi antenę (sorry, ale ja naprawdę się na tym nie znam) i po sprawie…”

Ona: “Przepraszam, ale nic nie mogę zrobić…”

Ja (biorę ją na litość): “To ja jeżdżę po całej Pradze, tam i z powrotem… (zapomniałem, że powinienem trzymać się wersji i że wcześniej powiedziałem, że mam blisko) …a pani…”

Ona: “Przepraszam, ale nic nie mogę zrobić…”

Zabrałem dokumenty i wyszedłem. Gdybym był o 20 lat młodszy, w drzwiach pokazałbym jej pewnie język… Teraz się powstrzymałem. Tak czy inaczej, ze ślubu nici…

Minęło 72 godziny a ja nadal czuję się pokrzywdzony. I nadal uważam, że to jest RASIZM!!! (pisałem już, że ładnie się uśmiechała?)

A że nie mam fotki tej pani, wklejam fotkę najdroższego chyba USB na świecie. Love Internet, Hate Racism!

celcom vodafone modem (580x387)

Krzychu

Dodaj komentarz 484 razy czytany, 1 razy dziś

Śledź dyskusję

13 komentarzy to “Ładna rasistka z Vodafone”

  1. Kasia pisze:

    kapitalny tekst:D
    a internet – mam nadzieję – zdobędziesz jakąś (mniej lub bardziej) uczciwą drogą… jakąś miłą Czeszkę może też;)

  2. SpeX pisze:

    A nie macie tam jakiegoś swojego Allegro (nie jestem pewien, ale chyba nawet same allegro otworzyło tam swój odział?). Jeśli tak to kup sobie sam modem USB baz simlocka, potem będziesz mógł sam zmieniać operatorów jak rękawiczki zmieniając tylko karty SIM w twoim modemie.

    A jeśli tak opcja nie wchodzi w grę, a masz jakiś znajomych w UK (a najlepiej dwóch to mi pomożesz załatwić). To znam sposób jak można można załatwić sobie taki modem za 5 funtów, jedynie jako koszt wysyłki (niestety tylko z UK > UK :/)

    A tak wracając do netu z komórki. To 236 kbps jest strasznie mało, technologi pozwala wyciągać do 7,2 mbps (w Polsce tylko Play technicznie obcina to do 1 mbps). Tak więc w praktyce u każdego operatora powinno wyciągać się min te twoje 256kbps, a średnio powinno być do 512kbps.

    Druga sprawa, a raczej pytanie. To miała być umowa bezterminowa iż bez niczego każda ze strona może w każdej chwili sobie zerwać umowę? A nie macie u sienie przypadkiem internetu na prepaida?

  3. Paul RUNIGA pisze:

    Witam,
    Miło się czyta takie artykuły doprawione humorem, także gratuluję poczucia humoru i genialnego stylu. REWELACJA ;)

    Czytając zastanawiałem się, gdzie jest ten “rasizm” i muszę przyznać, że do końca nie znalazłem odpowiedzi na to pytanie.
    “Rasizm”… nie uznaję tego określenia, gdyż wszyscy mamy wspólnego afrykańskiego przodka; taka jest teza naukowo udowodniona na dzień dzisiejszy!

    Co innego jakby Pan napisał o ksenofobii.
    Tu jawnie Pan to pokazał jak ta niedoszła Pana małżonka inną miarą traktuje Polaków (obcokrajowców)…
    Taka moja mała uwaga.
    Salve…

  4. krzychu81 pisze:

    @Kasia
    Dziękuję. Internet jak widać już zdobyłem. Drogą niestety mniej uczciwą, ale na razie nie mam wyrzutów sumienia, bo traktuję to jako zadość uczynienie za moje piątkowe przejścia. Ale obiecuję, że Czeszkę zdobędę już drogą uczciwą! :)

    @SpeX
    “A nie macie tam jakiegoś swojego Allegro (nie jestem pewien, ale chyba nawet same allegro otworzyło tam swój odział?)”
    Tak, jest tutaj Aukro (aukro.cz) na licencji polskiego Allegro.

    “To 236 kbps jest strasznie mało, technologi pozwala wyciągać do 7,2 mbps”
    A widzisz, nawet nie wiedziałem. Kompletnie się na tym nie znam…

    “To miała być umowa bezterminowa iż bez niczego każda ze strona może w każdej chwili sobie zerwać umowę?”
    To miał być system podobny do telefonu na kartę. Jak zapłacisz, to ci się karta nabija i mozesz dzwonić (w tym wypadku korzystać z Internetu). Korzystasz, korzystasz, korzystasz… I znowu musisz zapłacić, by nabić kartę (limit 3GB transferu). A jak nie zapłacisz, to nie masz Internetu…

    @Paul
    Dzięki za miłe słowa. Dlaczego użyłem słowa “rasizm”? Dlatego, że rasizm to najkrócej mówiąc dyskryminacja rasowa. A w tym wypadku właśnie z dyskryminacją (poniekąd także rasową) miałem do czynienia. Czesi mogą korzystać z usług Vodafone na innych (lepszych!) zasadach niż cudzoziemcy. Oczywiście użycie słowa rasizm trzeba w w tym przypadku brać z przymrużeniem oka, tak jak zresztą cały tekst. I nie powiedziałbym, że ta przemiła babeczka traktowała mnie inną miarą. Ona po prostu trzymała się przepisów, króre wymyslił “ktoś z góry”. Winnego należy więc szukać wśród jej przełożonych… Pewnie podobne problemy mają cudzoziemcy w Polsce. Pozdrawiam!

  5. SpeX pisze:

    To miał być system podobny do telefonu na kartę. Jak zapłacisz, to ci się karta nabija i mozesz dzwonić (w tym wypadku korzystać z Internetu). Korzystasz, korzystasz, korzystasz… I znowu musisz zapłacić, by nabić kartę (limit 3GB transferu). A jak nie zapłacisz, to nie masz Internetu…
    Czyli coś podobnego jak Internet w Play na kartę. Tylko limit to 2/5GB przy doładowaniu na 30/50zł i do wykorzystania w 28/56 dni.

  6. Jagbyś pisze:

    Może trzeba by było się przejść po innych punktach Vodafone sprawdzić, czy tam czasem nie dałoby się tego ominąć? Jest też opcja spróbowania w innych sieciach ;). Myślę, że ceny powinny być podobne…

  7. Axun pisze:

    Tak to czytam i nie chce mi się wierzyć, że w XXI w. takie rzeczy się dzieją. Śmieszne, naprawdę śmieszne. Ale wierzę, że będzie ok i internet typu “illegal” zamienisz na “legal”. ;) A za Czeszkę z salonu Vodafone się bierz bracie, jak Cie tak wzięło to nie ma co czekać. ;) Pozdro!

  8. krzychu81 pisze:

    @SpeX
    Dokładnie! W Polsce porównałbym ofertę Vodafone do tego, co oferuje właśnie Play.

    @Jagbyś
    Rozsądny człowiek pewnie by tak zrobił. Ja musiałem a) ochłonąć, b) napić się piwa, c) napić się piwa. :)) A poza tym, w sobotę wieczorem odkryłem, że gdy przeniosę się z laptomem do pokoju, który wcześniej zajmował mój współlokator, to… mogę wybierać spośród trzech niezabezpieczonych sieci WiFi sąsiadów! :)

    @Axun
    Tak, jak napisałem powyzej, na razie korzystam z “illegala”, ale jak się wprowadzi nowy współlokator (kuzyn dotychczasowego) to przejdę na jakiś “legal”.

    A z tą Czeszką to nie wiem. Mam przez nią traumę i poczucie (rasowej) niższości… :D

    Również pozdrawiam!

  9. Axun pisze:

    Krzysiek, może ta Czeszka po prostu lubi dominować w związku i stąd to poczucie niższości. :P Druga opcja jest też taka, że oddziela sprawy zawodowe od życia prywatnego i w domu byłaby milsza i Twoja narodowość nie miałaby znaczeni. :)

  10. Kurdupel pisze:

    Zajebiście to wszystko ująłeś! Nie pomogę Ci w sprawach internetu, nie pomogę przy ślubie, ale mam pytanie. Musisz dobrze znać język czeski, skoro kobieta nie zorientowała się od razu, że jesteś cudzoziemcem i nie przedstawiła Ci tym samym oferty “10 razy drożej, za ta samą usługę”…

  11. krzychu81 pisze:

    @Kurdupel
    Powiedzmy, że znam ten język w stopniu bardzo “zadawalającym”. Jestem absolwentem filologii czeskiej, przez jakiś czas pracowałem jako tłumacz. Ale cały czas się uczę, cały czas zdarza mi się popełniać błędy, co jakiś czas zdradza mnie też polski akcent. :)

  12. Axun pisze:

    Krzysiek, a może czeska barmanka Ci się też spodoba?
    http://demotywatory.pl/131868/Czeskie-barmanki

    [żarcik he he]

    I jak, zagadałeś coś do tej pani z Internetu? :D

  13. krzychu81 pisze:

    @Axun
    Hmm, choć muszę przyznać, że ta barmanka to całkiem niezła lufa, to jednak nie jest w moim typie (mimo wszystko zbyt duży zarost!).

    A pani od Internetu jakoś tak poszła w zapomnienie. Chodząc/jeżdżąc ulicami tego miasta bardzo łatwo jest się bowiem “zapomnieć”, jeśli wiesz o czym mówię… :))

Dodaj komentarz




Też chcesz mieć własny awatar? Nic prostszego!