Oktoberfest 2009 – fotostory
Jest tylko jedna impreza na świecie, którą odwiedza 6 milinów ludzi, wypijając przy okazji 5 milionów litrów piwa! To monachijski Oktoberfest, na którym w tym roku i ja zadebiutowałem. Zapraszam do przeczytania a przede wszystkim oglądnięcia relacji z najlepszej biby (nie licząc tradycyjnych polskich wesel, których nic nie przebije!) na jakiej kiedykolwiek byłem…
Zajebiste piwo, super jedzenie, piękne kobiety i wszechobecna atmosfera beztroski (dziwne, ciężkie do opisania a zarazem tak przepiękne uczucie) – to wszystko znajdziecie na monachijskim placu Theresienwiese, gdzie ta Sodoma i Gomora ma miejsce.
A propos Sodomy i Gomory. Musiałem wprowadzić cenzurę i zamieszczam tylko “grzeczne” fotki :) Przepraszam, lecz mogą nas oglądać także dzieci.
Na Oktoberfest, wraz ze słowacko-czeską parą znajomych, pojechałem w sumie przypadkowo. Głównym celem wycieczki był bowiem stadion Allianz-Arena i mecz Ligi Mistrzów Bayern Monachium – Juventus Turyn (fotoreportaż z tego spotkania możecie już oglądać tutaj). Ale być w Monachium podczas Oktoberfestu i nie wstąpić tam choć na parę godzin, to tak, jak być w Paryżu i nie widzieć wieży Eiffla!
Eins, zwei, drei… Jedziemy! Z góry uprzedzam, że niektóre żarty mogą być niesmaczne i godzić w Wasze uczucia religijne i poglądy polityczne lub ośmieszać Waszą ojczyznę i orientację seksualną.

Po Monachium, najlepiej, bo najszybciej i najwygodniej, podróżować jest metrem/kolejką miejską. Dwie najważniejsze dla nas stacje to Fröttmaning (stadion) i Goetheplatz (bibaaa!!!). I wy zapamiętajcie te nazwy!

To co wyróżnia monachijskie metro od wszystkich innych, którymi jechałem, to fakt, iż właściwie mamy jeden piekielnie dłuuugi wagon. Z jednego końca widać drugi. Łatwiej nawiać kanarom…

Jeśli ktoś z Was ma dobre oczy, dużo czasu i cierpliwości, a przede wszystkim, cokolwiek z tej mapki rozumie, może prześledzić jak jechaliśmy…

Pierwsze sekundy na Oktoberfest. Przyjechali ze wschodu i stoją jak te dwa wazony (jeszcze tylko reklamówki z Tesco i wyglądalibyśmy jak… Polscy turyści w Pradze). Wbrew pozorom (złudzenie optyczne) nie trzymamy się za rękę (zdjęcie robiła małżonka kolegi).

A ja małżonki nie mam, więc hulaj dusza…
Anke i Silvia. Zastosowałem na nie najlepsze i najbardziej wyszukane ze znanych mi niemieckich bajerów – Bayer(n) Monachium i Bayer Leverkusen.

Za nim! Facet w drewnianych gaciach musi wiedzieć, gdzie tu jest najlepsza biba!
Jürgen jest z zawodu stolarzem. Spodenki z terakoty są podobno całkiem ciepłe i wygodne. Jedyny minus to drzazgi i korniki. Życiowym marzeniem Jürgena jest wykonanie drewnianych szelek, które będą się rozciągać. Te które miał na sobie się nie rozciągały…

Nasz pierwszy cel: namiot Löwenbräu, jednego z dwóch najpopularniejszcyh monachisjkich piwowarów.

- Tu są dwa wolne miejsca, mein Schatz - krzyczy stojący już w środku Klaus do swej małżonki Ingi. Jak tylko się spije, i tak jej ucieknie…

Główny bohater całego zamieszania. Jedyny minus to cena. Na tegorocznym Oktoberfest za taki kufelek trzeba było zapłacić ok. 8,50 euro, tj. ponad 34 zł za litr, co daje 17 zeta na 0,5 l, co z kolei oznacza, że piłem w Monachium najdroższe piwa w życiu! :)

Nadejszła wielkopomna chwila konsumpcji. Pierwsze piwo. Chłopcy jeszcze rześcy i tryskający energią. Ostatnie trzeźwe spojrzenia…

Precel jaki jest każdy widzi. Nic dodać, nic ująć.

Zagadka nr 1: po czym poznać prawdziwych przyjaciół?

Po tym, że wymieniają się kapeluszami.
Zwróćcię uwagę na oczka jegomościa z lewej strony. Nie jeden kufel już tego dnia widziały…

Stefan Żeromski – “Siłaczka”
Zagadka nr 2: po czym poznać dobrego fotografa?

Po tym, że choć wypił już kilka piw, że choć trzęsą mu się ręce i rozmaże 80% fotki, to obiekt zainteresowania nadal pozostanie ostry (dosłownie!).
P.S. Jak widać kobiety przebierają się często nawet na Oktoberfeście.

Część naszego namiotu, w której średnia wieku była bardzo zaawansowana. Co drugiemu dorównywałem jednak wielkością brzucha.

A orkiestra non-stop grała bawarskie hiciory…

…aż tu nagle niespodzianka i “Ring of Fire” Johnny Cash’a! - Raj – pomyślałem.

Przychodzi taki moment w życiu każdego mężczyzny, że musi wypić piwa, którego sam sobie nawarzył. Ja zawsze robię to z przyjemnością! Może dlatego, że zaprojektowany przez Japończyka tajski tatuaż na mej koszulce ma mnie chronić przed złymi duchami… “I znów wychodzisz z piany pijany, z przybitą do ramion głową…”

Ja rozumiem, zabawa zabawą, szaleństwo szaleństwem, ale co do diabła robił tam portret pewnego elektryka z Gdańska?!

Pozdrowienia z Oktoberfest. Pierniki wyprodukowane oczywiście w Toruniu.

Ona (sama do siebie o MIŁOŚCI): - Kupił mi serce, chyba coś z tego będzie.
On (przez telefon do kolegi o SEKSIE): - Kupiłem jej serce, chyba coś z tego będzie.

Sabrina i Helena potraktowały spotkanie z młodym (i jurnym) Polakiem edukacyjnie, zadając mnóstwo pytań, dotyczących głównie stereotypów. Widząc w każdej z nich potencjalną małżonkę, cierpliwie, szczerze i wyczerpująco odpowiadałem: Tak – to prawda, pijemy dużo wódki. Tak – to prawda, mamy najlepszych w Europie piłkarskich chuliganów. Tak – to prawda, BMW Twojego ojca niektórzy z nas potrafią ukraść w 10 sekund. Tak – to prawda, w Polsce wszyscy bracia bliźniacy wyglądają jak dwa kartofle. Tak – to prawda, te dwa miecze, które od Was dostaliśmy pod Grunwaldem rzeczywiście były nagie.

Oktoberfest jest świętem piwa, ale i innych trunków tu nie brakuje! Taki Peaches Coctailbar na przykład oferował dziesiątki rozmaitych “twardych” alkoholi, w tym spory wybór tequili. To właśnie na nią skusili się Helga i Sven Müllerowie (pierwsi z prawej), chcąc powspominać wczasy w Meksyku w ‘66.

Kurczaki, kiełbaski, golonka, knedle, ryby, kapusta i zapachy wielu innych przysmaków unosiły się w powietrzu.

Warszawa, ul. Wiejska, budynek Sejmu. Na pierwszym planie marszałek w stroju galowym.

Choć nie jestem zwolennikiem clubbingu, w Monachium uprawiałem go ze sporą przyjemnością. Zmieniamy otoczenie i piwo. Czas na Hofbräu München, czyli ogromny namiot królewskiego piwowaru.

A w środku impreza (cóż za niespodzianka! ;p).

Ten sektor wydzielony jest dla agentów CBA, czyli Centralnego Biura Antykorupcyjnego. Drugi z prawej to Ingeborg (przez podobieństwo do Franza Beckenbauera nosi pseudonim “Franz”). To właśnie on przyczynił się do zatrzymania słynnego “Fryzjera”.

“Zacząłem pić przez pewną kobietę. A ja nawet jej nie podziękowałem.” /W.C. Fields/

A teraz proszę o uwagę wszystkie młode synki. Podrywanie kobiet – lekcja pierwsza (czyta Krystyna Czubówna):
Młody samiec z gatunku Homo Sapiens widzi atrakcyjną samicę. Podchodzi i obwąchuje ją. Samica opiera się jego wdziękom i zalotom. Widząc to młody samiec wykonuje taniec godowy, wydając przy tym dziwne dźwięki. Zachęcona i będąca pod wielkim wrażeniem samca samica zmienia zdanie. Od teraz razem będą zdobywać posiłek…

A jeśli – synku jeden z drugim – dajesz sobie radę z młodymi dzierlatkami, to i kobiety – delikatnie mówiąc – “naznaczone zębem czasu” nie będą ci straszne!
Pani Anne-Marie była najstarszą imprezowiczką jaką spotkaliśmy. W pudełkeczku, które mi pokazuje trzyma piegi, które dostała od samego Pana Kleksa! Tubylcy powiadają, że to jedyna osoba, która pamięta pierwszy Oktoberfest w 1810 roku. Wszystko dzięki temu, że zaprzedała ponoć duszę diabłu…

Nawet podczas najbardziej udanej zabawy nie zapominam, że w domu w Pradze zostawiłem kobietę mojego życia, mą wielką miłość – 104-letnią Bohemkę.
P.S. Wbrew pozorom obu panów na zdjęciu nic poza pedalskimi uśmiechami nie łączy.

Zakupy.

I kto tu rządzi?! – zdaje się pytać ten mężczyzna żywcem wyjęty ze zdjęcia z żurnala.

Wiedeń?! Chorzów?! Blackpool?! Disneyland?!

Są rzeczy, których w stanie wskazującyn na spożycie robić się nie powinno… Jedną z nich jest przejażdżka na takim Rollercoasterze.

Nie pamiętam już, czyj był to pomysł, ale zastanawiam się jak to jest, że człowiek dobrowolnie pcha się w miejsce gdzie inne człowieki niemiłosiernie krzyczą i piszczą?!?

W każdej jednak, nawet najgorszej sytuacji, trzeba szukać pozytywów. Ja pocieszałem się, że z tej kolejki obrzygam tylko Monachium. Ale gdybym był na tej karuzeli, to ucierpiałyby dodatkowo inne bawarskie miejscowości…

Małżonek nie zaryzykował, ja owszem. - Nie bój się, Mała - mówiłem jej przy wejściu, żegnając się z autorem fotki (i światem żywych) gestem podobnym do tego, który niegdyś w tych stronach był niezwykle popularnym.
“Jak trzeba będzie ja ciebie obronię
Znam parę chwytów, ciałem zasłonię
Ciosy karate ćwiczyłem z bratem
Ja jestem “King Bruce Lee Karate Mistrz”

Pabi Bozia szybko wynagrodziła mi moją odwagę… Eliza. Chciałem ją wziąć na kolana. Obsługa Rollercoastera stanowczo zaprotestowała (podobno nie mam wyobraźni, a ja wręcz przeciwnie – w tamtej sytuacji właśnie wyobraźnie miałem! I to jaką!!! ;p)

Tuż przed jazdą:
Sonia: – Ubrałaś majtki?
Christina: – Nie! A ty?
Sonia: – Ja też nie…

…hahahahaha, ale nas przewieje!!!

Wjeżdżamy do góry. W połowie podjazdu byłem juz po dwóch zdrowaśkach i jednym Ojcze nasz.

Na tej fotce uchwycono dosłownie ostatnią sekundę przed…

…zjaaaaaaaaaazdeeeeeeeeeeeeemmmmmmmmmm w dóóóóóóóóóóóóóóóóółłłłłłłłłłłłłłłłłłłłłłłłł!

Po wydostaniu się z kolejki Pani Bozia raz jeszcze wynagradza mi moją odwagę. Dziewczęta są wprawdzie młode i płochliwe, ale za to w wieku, w którym można je sobie jeszcze wychować… No i nie potrzeba wyszukanych bajerów. Wystarczy krótki a dobry żart w języku węgierskim…

No i taką karuzelę, to ja rozumiem! Ta była jedyna jaką w życiu widziałem, na której nie bawiły się dzieci :))
Franziskaner Weissbier – poezja!

“Ich bin so schön, ich bin so toll. Ich bin der Anton aus Tirol.”

Stefano i Marco przyjechali z Włoch. Podczas przejażdżki kopalnianymi wagonikami w “Domu strachów” Marco się ulotnił. Zrozpaczony Stefano nie wie, czego bardziej żałuje: końca całkiem udanego związku czy nowego a niewykorzstanego opakowania wazeliny?

Tymczasem my kierujemy się już do wyjścia. Do widzenia! Wrócimy za rok!

Smutek na twarzy tego młodzieńca w środku mówi wszystko…
I żeby było jasne: poprosiłem o wspólną fotkę TYLKO tę brunetkę z prawej (nawet po X piwach mam dobry gust!). Tę drugą dostałem w “promocji”. Kombinowałem i kombinowałem, ale z fotki wyciąć się jej nie dało…

Ale i tak gwiazda może być tylko jedna!!! Ladies & Gentleman, the winner is… Frau Sandra!!!
Chciałem jej oddać pół królestwa, czyli podzielić się z nią całym majątkiem jaki posiadam, tj. połową mej kolekcji tygodników “Piłka Nożna” (mam wszystkie numery od 1996 roku!), dwoma z czterech szalików Bohemians 1905 jakie posiadam i jedną z dwóch najlepszych części gry Champiosnhip Manager. Nie chciała. Takich skarbów! Byłem w szoku!

Na całe szczęście na kobietach świat się nie kończy i tego dnia pozostawał nam jeszcze futbol (“Whisky Piłko, moja żono, jednak tyś najlepszą z dam…”). Ze śpiewem na ustach udalismy się więc w stronę stadionu. Pamiętam, że wiało…
A za rok (18.9. – 3.10.2010) bedzie 200. rocznica pierwszego Oktoberfestu, więc szykuje się biba nad bibami! Tym razem chciałbym pojechać tam na kilka dni… Już nie mogę się doczekać! 365, 364, 363, 362,361,360, 359…
/autorzy powyższych fotek: Martina Slezáková, Peter Slezák, Krzysztof Gawron/
Krzychu



Zamów Newsletter!
Zaproponuj artykuł



4 listopada 2009 o 09:38
Genialna relacja, oby więcej takich :)
4 listopada 2009 o 09:42
a ten popis poczucia humoru to już na trzeźwo czy jeszcze na fali imprezy?:D genialne story;)
pierniki – gdyby były z Torunia – bardzo podobałby mi się ten akurat polski akcent na imprezie;)
polscy turyści z reklamówkami z Tesco w Pradze?!? no wiesz?!? foch! (z przytupem;) )
4 listopada 2009 o 15:07
To widzę, że wyjazd udał się nie tyle w 100%, ale nawet w 200. :) Tylko jedno mnie martwi: Oktoberfest zawsze kojarzył mi się z paniami wyposażonymi w obfite “upiersienie”. Na zdjęciach nie jest źle, ale coś to za mało wzgórz… Nie wiem, może to tylko stereotyp taki jest. Krzychu, jak to jest?
4 listopada 2009 o 22:12
@Marcin W
Dzięki. Pozdrawiam.
@Kasia
Poczucie humoru mam ponoć wrodzone, ale czasem (gdy lewa półkula nie współpracuje z prawą) się nie ujawnia. A pierniki na 100% były toruńskie! Jak bum-cyk-cyk! :)
@Axun
Celna uwaga! Na Oktoberfest zauważyłem następującą prawidłowość: rozmiary “upiersienia” wzrastały wprost proporcjonalnie do wieku. Miałem więc swoisty dylemat: albo fotki z młodymymi a “standardowo” wyposażonymi babeczkami (przepraszam, jeśli któraś białogłowa poczuła się urażona), albo też zdjęcia z paniami wyposażonymi “nadstandardowo” (nie modele seryjne, ale WRC!), ale za to po 40-tce… Jak widzisz wybrałem tę drugą opcję.
“There’s somethin’ wrong with the world today, I don’t know what it is. Something’s wrong with our eyes…” – jak śpiewa jeden (znany Ci pewnie) artysta. Ale to jest, drogi kolego, temat rzeka… :))
4 listopada 2009 o 22:46
Relacja w deche, mam nadzieje że przy okazji pokarzesz te fotki które nie mogły być opublikowane ;) Mam nadzieję że w przyszłym roku spotkamy się na tej wspaniałej imprezie, gdzie według twoich doniesień wiek ani język nie stanowi aż tak wielkich barier. Zaczynam odkładać pieniądze, tam nie będę niczego sobie żałował :D
5 listopada 2009 o 19:09
wcięło mój komentarz; był tu i go nie ma :( pisałem, że rzadko się zdarza, abym komuś czegoś zazdrościł, ale tego wypadu to szczerze zazdroszczę :)
5 listopada 2009 o 20:50
Ubiegł mnie już szuman, a chciałem napisać, że też bardzo zazdroszczę takiego wyjazdu! Od kilku lat się zbieram i jakoś nie mogę się zebrać! Biorą pod uwagę, że w przyszłym roku (jak piszesz) będzie okrągła rocznica to już pojadę na 100%. Co więcej, ja tam nie byłem, a wybrała się na Oktoberfest już nawet kiedyś moja rodzicielka :)
6 listopada 2009 o 19:16
@romus87
Czyli za rok jedziemy razem! :)
@szuman
Nie wiem dlaczego, ale Twój pierwszy komentarz uznany został za SPAM. Very strange.
@Jakub Milczarek
Więc i my się zobaczymy! :))
6 listopada 2009 o 19:18
Bardzo sympatycznie zrobiona relacja!
Co do Pan na fotkach to zdecydowanie przemawia do mnie silaczka!!!
Troche pusto za wami w namiocie Löwenbräu, ktora to byla godzina? Rok temu jak bylem w namiocie Paulanera o 11 rano nie mozna bylo szpilki wcisnac ;)
p.s Mam nadzieje ze pojedziemy dzisaj skisle;)
9 listopada 2009 o 20:50
@mysza
W namocie Löwenbräu byliśmy jakoś koło 15:00. Też byłem zdziwiony, że bez problemu znaleźliśmy mejsce. Na stołach wokół nas były rezerwacje od 17:00.
P.S. Twoje nieśmiałe życzenie okazało się proroctwem! :D (L)
14 listopada 2009 o 20:31
Krzysiu, boooooooooooombaaaaaa!!!!!
I ja tam chcę pojechać :-))))
18 listopada 2009 o 19:32
@Zarzi
W takim razie za rok zabieram Cię ze sobą! :)
19 listopada 2009 o 18:55
Zazdroszczę! :D Dobra relacja ;) Pozdrawiam.