Trzy dni w Berlinie
Dwa tygodnie temu po raz kolejny “wizytowałem” stolicę naszych zachodnich sąsiadów. Spędziłem w Berlinie długi weekend a celem wyprawy była… wizyta na czterech meczach piłkarskich i zwiedzenie kilku stadionów (zboczenie takie – męska część czytelników z pewnością zrozumie). Zdjęć niestety jeszcze nie posiadam. Tradycyjnie mam za to kilka spostrzeżeń: 1) Potwierdziło się raz jeszcze, że Niemki nie należą do najpiękniejszych kobiet naszego kontynentu. W ciągu tych 72 godzin widziałem mniej więcej tyle samo ładnych babeczek, co w Pradze lub Wrocławiu spotkałbym podczas godzinnego zaledwie spaceru po centrum miasta! 2) Starsi Niemcy, a zwłaszcza tamtejsi emeryci i renciści są gburowaci i nieuprzejmi. Nie przytrafiło mi się jeszcze, by w Czechach lub Polsce, ktoś nie powiedział “Dzień dobry” i/lub “Do widzenia” np. przy wejściu/wyjściu do windy czy przedziału w pociągu. A tam kompletna cisza. Pod tym względem za naszą zachodnią granicą kulturą nie grzeszą… Napisać, że to pewnie w większości “byli hitlerowscy oprawcy” byłoby chyba nie ładnie i niepoprawnie politycznie, a także byłoby zbytnim uproszczeniem, ale jakby nie patrzeć właśnie tak się zachowywali… ;p 3) PKP i DB (Deutsche Bahn). Wiem, że obu przewoźników nie sposób porównywać, ale zawsze myślałem, że PKP powoli bo powoli, ale stara się malutkimi kroczkami choć trochę zniwelować przepaść, jaka dzieli ją (pod każdym względem) od niemieckich kolei. Byłem w wieeelkim błędzie! 4) Niemieckie piwo, to niemieckie piwo i równać się mu może jedynie piwo czeskie. Jednym słowem: pycha! 5) Z każdym rokiem Berlin podoba mi się coraz mniej. Już nie jestem tym miastem oczarowany tak, jak kiedyś. Choć chciałbym, nie potrafię tego wytłumaczyć… Ale i tak wrócę tam wiosną.
P.S. Święta, święta i po świętach!



Zamów Newsletter!
Zaproponuj artykuł


